piątek, 3 marca 2017

Prolog

Zobaczyłam tylko ciemność. Ciemność pośród najtęższego chłodu. Blask księżyca oświetlał wszystkie pobliskie skały. W tle słychać było krzyk kobiety. Ktoś ją zabił. Próbowali ją ratować. Ja szłam plażą nie zważając na nic. Wiedziałam, że to nie koniec. Nie ostatnia ofiara. Nie ostatnie krople przelanej krwi. Mokry piasek ochładzał moje stopy, ale myśli nadal gorączkowo krążyły mi po głowie. Dlaczego akurat teraz? Teraz, kiedy wszystko zaczęło się układać w spójną całość? Nie mogłam tego pojąć. Moja (może niezbyt, ale jednak) ludzka osoba nie potrafiła tego zrozumieć. Ginęło coraz więcej ludzi. Słyszy się tylko o coraz to nowszych morderstwach. Strach ściska gardło, a adrenalina pulsuje w żyłach przy każdym wyjściu z domu. Patrzę się na moje dłonie i wiem, że to moja wina. Że nie podołałam. Każdego dnia obiecuje sobie, że podniosę się z gruzów.
Ale jestem zbyt niedouczona.
Zbyt niewinna.
Zbyt samotna.
Zbyt wyodrębniona.
Zbyt słaba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon