czwartek, 30 marca 2017

Zażółć żółtą gęś

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Aenean non nunc sit amet felis efficitur venenatis a vitae magna. Donec facilisis interdum leo, et viverra neque blandit id. Nullam scelerisque dui id orci viverra, laoreet aliquam sem imperdiet. Praesent nibh elit, suscipit id dui gravida, mattis efficitur purus. Curabitur turpis diam, dignissim faucibus lectus sit amet, consectetur dignissim ligula. Nam ut libero ut risus convallis sagittis vel vel sapien. Cras tincidunt consectetur consectetur. Praesent elementum nulla in mi mattis egestas.
Pellentesque a ultricies leo, id mattis ex. Mauris cursus rutrum tortor, quis laoreet ligula vestibulum vel. Fusce quis auctor magna, in gravida est. Class aptent taciti sociosqu ad litora torquent per conubia nostra, per inceptos himenaeos. 
Vestibulum ullamcorper maximus euismod. Mauris facilisis imperdiet erat, sed lobortis eros suscipit aliquam. Donec egestas vel purus et fermentum. Integer sed nisl sed justo egestas lacinia. Cras id tempus justo, in scelerisque lorem. Mauris dapibus quam sit amet commodo consectetur. In hac habitasse platea dictumst. Mauris purus dui, vehicula ac venenatis vel, congue in massa. Phasellus semper diam quis quam molestie mattis. Integer vestibulum, diam sollicitudin efficitur imperdiet, mi erat pharetra nunc, vestibulum placerat tortor diam eget nisl. Fusce id semper nisl. Duis lobortis ex eget lacus bibendum, quis ullamcorper ligula posuere. Sed non nisi ut lorem mollis dignissim.

piątek, 3 marca 2017

Prolog

Zobaczyłam tylko ciemność. Ciemność pośród najtęższego chłodu. Blask księżyca oświetlał wszystkie pobliskie skały. W tle słychać było krzyk kobiety. Ktoś ją zabił. Próbowali ją ratować. Ja szłam plażą nie zważając na nic. Wiedziałam, że to nie koniec. Nie ostatnia ofiara. Nie ostatnie krople przelanej krwi. Mokry piasek ochładzał moje stopy, ale myśli nadal gorączkowo krążyły mi po głowie. Dlaczego akurat teraz? Teraz, kiedy wszystko zaczęło się układać w spójną całość? Nie mogłam tego pojąć. Moja (może niezbyt, ale jednak) ludzka osoba nie potrafiła tego zrozumieć. Ginęło coraz więcej ludzi. Słyszy się tylko o coraz to nowszych morderstwach. Strach ściska gardło, a adrenalina pulsuje w żyłach przy każdym wyjściu z domu. Patrzę się na moje dłonie i wiem, że to moja wina. Że nie podołałam. Każdego dnia obiecuje sobie, że podniosę się z gruzów.
Ale jestem zbyt niedouczona.
Zbyt niewinna.
Zbyt samotna.
Zbyt wyodrębniona.
Zbyt słaba.

piątek, 3 lipca 2015

Prolog


Od mojego wyjazdu minął rok. Cholerny rok bez chłopaków i ludzi, których uważałam za moich rodziców. Bez starej szkoły i znajomych. Tylko ja, Jack i ONI. Ludzie, którzy są moimi biologicznymi rodzicami. Mimo tak długiego czasy, wciąż nie mogłam się otrząsnąć. Zazwyczaj w takich chwilach pomagał mi ON, ale teraz nie mogłam na niego liczyć. Już nigdy nie będę mogła. Samotna łza spłynęła po moim policzku, a ja nie miałam nawet siły, by ją otrzeć. Dalej siedziałam skulona na parapecie i patrzyłam przez okno na szczęśliwych ludzi. Ja kiedyś też taka byłam. Radosna, pełna energii i entuzjazmu, ale zrozumiałam. Poznałam prawdę i to wszystko się skończyło. Tamta dziewczyna zniknęła wraz z wyjazdem z Sydney. Zamieniła się w szarą myszkę, która wolała się nie wychylać i nie mieć własnego zdania. Nastolatkę, która była z chłopakiem, którego nie kochała. Alexander był ode mnie rok starszy. Wysoki brunet o piwnych oczach. Każda dziewczyna za nim szalała, ale nie ja. Ja wolałam blond włosy, które nie znały słowa ,,grawitacja'', tęczówki barwy oceanu w których człowiek chciał się utopić. Chłopaka, który potrafił być zarówno bad boy'em, jak i małym chłopcem, który dba o swoją młodszą siostrzyczkę. Tęskniłam za nim i to bardzo mocno. I to nie tylko za nim, ale za wszystkimi. To było coś innego niż wyjazd z Polski do Australii. Wtedy nie zostawiałam za sobą praktycznie niczego, a teraz było inaczej. Zostawiałam ,,coś'' za sobą. I to całkiem duże ,,coś''. Przyjaciół, miłość, serce, radość i chęć do życia. Tutaj byłam całkiem wypruta z emocji. Widziałam jak mój brat dwoił się i troił, żebym w końcu się uśmiechnęła, a ja miałam wyrzuty sumienia, że tego nie robię. On się starał, a ja niestety nie mogłam nic zrobić. Na świecie były tylko cztery osoby, które potrafiły mnie rozśmieszyć.
Rozbawić do bólu brzucha.
Które mogły oddać mi moją miłość i entuzjazm do życia.
- Ja na prawdę potrzebuję tych czterech idiotów - szepnęłam załzawiona i nagle poczułam, że ktoś mnie przytula. Wtuliłam się zdezorientowana w mojego brata. Ile już tu stał?
- Wiem i obiecuję ci, że zrobię wszystko, abyście znowu się spotkali - szepnął i pocałował mnie w czoło, a ja tylko bardziej zalałam się łzami. 


Cześć! Oto i prolog. Jest to druga część opowiadania Dance Is My Life. Radziłabym wam najpierw przeczytać pierwszą, ale w razie czego postaram się wszystko wyjaśniać jeśli będą jakieś nawiązania do tamtej części :)
Szablon